599

Skończyłam praktyki i teoretycznie mam trochę wolnego do następnych. Więc dlaczego jestem tak okropnie zmęczona...?

Może to ten weekend na grunwaldzie i nad jeziorem zakończony 3 godzinami w niedzielne popołudnie w ambulatorium chirurgiczno- urazowym? Na szczęście tym razem nie ja. A może to właśnie pech? Jak słyszę od strony kanapy "Emiiii ale się nie gniewaj...bo chcę..." To mam ochotę rzucać krzesłami. Najpierw noga potrójnej grubości, teraz przeradza się to wszystko w ogromnego krwiaka. I ja wiem, że jego to naprawdę boli... ale mam już dość okładów, gotowania, sprzątania, podawania i jeszcze pocieszania i uspokajania. Nie, naprawdę nie może wstawać, bo jak dziś poszedł to pracy to wrócił w strasznym stanie. A po nocy i dniu wczorajszym już to wyglądało dobrze. Teraz znów tragedia. Do tego muszę chodzić za niego do roboty- w sensie do ogrodów. A ja nie lubię kosić i pielić ze względu na owady. 

Do tego wszystkiego mam karnet na siłownię, którego nie chcę zmarnować, no i chcę robić coś dla siebie i mieć chwile wytchnienia. Niestety i tam kongo, bo trener dostał jakiejś wścieklizny i mnie katował 2 godziny dziś poprawiając każde ćwiczenie i drąc japę "zwiększ obciążenie, wyprostuj plecy, zgegnij palce" itd. Idę spać... jezu jak mi się nie chce jutra/



2010-07-19 23:00:03 skomentuj (0)

598

Znowu szczypta politykowania...

Czasem myślę sobie, że zrobiłabym mega kasę i karierę na kabaretach. Tak łatwo znaleźć gotowe scenariusze... Oto jeden z nich:

 

http://wyborcza.pl/1,75478,8139133,To_juz_jest_wojna_pod_krzyzem.html 

 



2010-07-16 13:16:15 skomentuj (0)

597

Archipelagi urodzajnych dni...


Bo jest dobrze. Co prawda bezcelowe praktyki i poranne wstawanie to porażka, ale o dziwo reszta dnia bywa wyjątkowo przjemna. Ale te 4 godziny palenia głupa i kolejne 2 po ulotnieniu się przed czasem dają w kość. Ale przytrafiają mi się ostatnio miłe rzeczy. Między innymi był koncert Comy, który się zakończył zdobyciem wyczekiwanego juz od 5 lat autografu Piotra Roguckiego oraz Dominika Witczaka. Pierwszego cenię za niesamowite teksty. Nie napiszę, że o mnie bo każdy ma etapy w życiu pod które mógłby podczepić te piosenki ;P Drugiego za gitarowe solówki, pray których nawet nie trzeba ekstu. Chwytają za serducho. A Kobez nie wyszedł do fanów i kij mu w oko ;)

 

Znajomości powoli zmieniają się w przyjaźnie. Zaczyna się spędzanie czasu poza tym czasem kiedy musimy ze sobą być czy chcemy czy też nie. Nie myślałam, że mnie to jeszcze spotka. Ale jednak.

 

Siłownia, 3 książki w 2 tygodnie, jezioro, słońce.

 

Poczucie smaku, nasycenie barw


Pozatym po wielu tygodniach kiedy za nic w świecie nie mogliśmy z P. dojść do porozumienia w najmniejszej nawet sprawie, kiedy już myślałam, że wszystko sie rozpada i czas to skończyć, żeby chociaż wspomnienia mieć dobre z tych 3 lat.... wybuchło i nagle zgodziliśmy się w sprawie 1. Chcemy być ze sobą. I drugiej, nadal nam zależy. I nagle oboje zaczeliśmy się bardzo starać. I w sume kolejne dobre dni przejdą w tygodnie. Oby i w miesiące. I oby to, że zakochuję się w nim znowu nie zostało przerwane przez żadne złe siły... 



Więc nasycam się dniem
Nasycam się dniem



2010-07-07 22:04:26 skomentuj (0)